| << | maj - 2012 | >> | ||||
| Pn | Wt | Śr | Cz | Pi | So | N |
| 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | |
| 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 |
| 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 |
| 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 |
| 28 | 29 | 30 | 31 |
Czytając powieść „Cena za honor” Piotra Pochuro, zastanawiałem się, jak wyglądałaby ekranizacja. Główną rolę, policjanta o ksywie Bzyk, bez dwóch zdań dostałby Bogusław Linda. Babola zagrałby Cezary Pazura. Tak, tak kochani, z tej książki wyszłyby fenomenalne „Psy 3” Pasikowskiego. I zaręczam, że każdy wyszedłby z kina zadowolony.
Ale po kolei. Piotr Pochuro przez wiele lat był policjantem. Dzięki temu już pierwszy kryminał, który wyszedł spod jego pióra, „Dziewięć milimetrów do nieba”, okazał się smakowitym kąskiem dla miłośników gatunku, czyli historii policyjnych.

Miłość jest najpotężniejszą siłą życiową. Znacie ją? Mamy nadzieję, że tak.
Wiecie, jak to jest - kiwnie palcem, a my wyjemy do księżyca. Mrugnie okiem, a jesteśmy gotowi iść na wojnę z całym światem. A próbowaliście kiedyś stawić opór miłosnej wichurze, która budzi motyle w brzuchu? Początkowo człowiek myśli, że da radę, ale potem coś zaczyna boleć w piersiach i gdy w końcu się podda, z ulgą łapie kolejne hausty tlenu. Bo walczyć z miłością, to jakby postanowić, że przestaje się oddychać. Nikt nie daje rady! Brak miłości boli, ale wiemy, że miłość bywa też przyczyną cierpienia. Cóż więc począć?
Czytanie książek Dawida Kaina przypomina dowcip o zakonnicy, która rozgorączkowanym głosem mówi do koleżanki: A wiesz, że w naszym parku grasuje gwałciciel? A gdy koleżanka pyta jej, skąd o tym wie, ta odpowiada: A bo wczoraj byłam, dziś byłam i jutro też pójdę.
Najpierw „Gęba w niebie”, teraz „Za pięć rewolta”, aż się boję otworzyć kolejną książkę, ale jednocześnie chcę. Kain, ty Gąbrowiczowski Gwałcicielu, jak ci wstydu nie brak? I bardzo dobrze, że nie brak. Ale, po kolei.
Już nawet nie pamiętam, kto polecił mi Marcina Ciszewskiego i jego debiutancką powieść www.1939.com.pl. Ktokolwiek to był, jestem mu szalenie wdzięczny, bo dzięki niemu przeżyłem wraz z podpułkownikiem Jerzym Grobickim oraz jego kompanią na czele z Johny’m Wieteską, krocie przygód — zabawnych, smutnych, wzruszających, ale zawsze pełnych napięcia. Oczywiście jestem także wdzięczny autorowi, czyli Marcinowi Cizewskiemu. By nie wnikać w treść poprzednich trzech tomów, powiem tylko, że ktokolwiek ich nie czytał, a lubi choć trochę literaturę wojenną oraz historię drugiej wojny światowej i czasem zastanawia się, co by było gdyby, to powinien już lecieć do księgarni. Nie zawiedzie się z pewnością.
Wieść gminna niesie, że na prochach czy po prostu „na bani” pisze się lepiej. Pod „wpływem” tworzyli Dick, King (który ponoć kilku swoich powieści nie pamięta, że je napisał), Witkiewicz, no i w ogóle wszyscy poeci romantyzmu, a i pewnie twórcy powieści o wampirach, bo przecież takich bzdur się nie da na trzeźwo ani tworzyć, ani czytać :). A scenarzyści telenowel? Ci to dopiero mają spust...
Ponoć imiona są zwierciadłem duszy, podobnie jak oczy, nie wspominając już o ustach, czy takich..., albo pozostańmy przy ustach. W przypadku ludzi takie generalizacje to bzdura podobna do numerologii, różdżkarstwa, homeopatii i innych bazarowych idiotyzmów, którymi karmi się ciemny ludek, w nadziei, że dzięki temu zrozumie coś ze świata bez zbędnego wysiłku intelektualnego. Ja jestem pisarzem, a mój imiennik z podstawówki, Piotr W. kretynem, którego jedynym osiągnięciem, nim go utopili tacy sami jak on kretyni, były pijatyki i rozboje. Magia imion, jasne. Żeby choć każda Baśka miała fajny biust, a Rysiek był fajnym chłopakiem. Ech.
Okazuje się, że o literaturze najlepiej mówią fani, oraz sami autorzy. Gdy razem wespół w zespół wezmą się do pracy, to wychodzą takie efekty jak poniższy. Miłego seansu. Mnie wgniotło w fotel. Brawo Konrad i ekipa.
Człowiek pozbawiony nadziei na lepsze jutro jest jak słoik miodu… tyle że bez miodu. Czy wiecie, jak to jest, gdy każdy kolejny dzień przypomina poprzedni, a cieszy już sam brak następnych katastrof? Znacie to uczucie, gdy wspomnienia bolą niczym kanałowe leczenie zębów wykonywane bez znieczulenia? A gdyby tak miało być już zawsze?
Jeśli chcę, by coś ładnie pachniało (na przykład ja sam), to kupuję dezodorant lub choinkę zapachową. Gdy zechcę dać uszom rozkosz, włączam muzykę lub wkładam zatyczki. Książki natomiast czytam, bo kocham literaturę. Każdy, kto twierdzi, że kupuje książki dla ich wyglądu, zapachu farby drukarskiej czy szelestu kartek, jest raczej kolekcjonerem, ćpunem lub fetyszystą dźwiękowym.